powrót do przeszłości [03.11.2007]
Końcówka września. Pożegnanie lata oraz niektórych członków opolskiej ekipy w monikowym Antoniowie na wsi. Impreza mająca być klasyczną jednowieczorną posiadówą, zamieniła się w trzydniowe magiczne kolonie w odcięciu od całego świata. Uwaga - zdjęcia robiła najprawdopodobniej Lena (od października na malarstwie na gdańskim ASP, gratulujemy), Kamil, Adaś albo być może też ja - nie wiadomo, aparat przechodził z rąk do rąk, a okoliczności były dość zwariowane.

Antonio tuż przed śniadaniem w ogrodzie.

Lena i Adaś.

Madzia.

Mroczny Antonio.

Adaś.

Lena.

Karol, miodek i ja.

Kolega piec.

Kamil poprzebierany..

Antonio refleksyjny.

Mary.

Lena fioletowa.
Tęsknię!
Komentuj (0)
sracz [09.11.2007]

Jako wierny (i nieskończenie wyrozumiały) fan Polskich Kolei Państwowych rozpocznę cykl fotek z pociągowych sraczy. Może akurat znajdzie się jeszce ktoś, podobnie popaprany jak ja, któremu PKP-owe kible dostarczają emocjonującej rozrywki, dreszczyku eksytacji i niezdrowego zainteresowania.Powyższy sracz pochodzi z pociągu pośpiesznego o imieniu P16107 na trasie Wawa Wschodnia - Wrocław Główny i w skali ogólnego zasrania osiąga wysoką notę 4/6.
Komentuj (0)
my home is my komórka [13.11.2007]

Lubię swój akademik.
Komentuj (0)
inaczej [13.11.2007]
10 godzin w pociągu, 20 godzin w Opolu.
Dobrze było, potrzebne mi to.

Siniak pod maczkiem.

Posiadówa wieczorna u Olgi i Grzecha. Paulina i Karol łysogłowy.

Fragment Grzecha, ja, za mną Siniak.

Kafka, mały labradot Grzecha i Olgi.
To co, do zobaczenia na wkupinach...?:>
Komentuj (0)
miastożerna mgła [17.11.2007]

Komentuj (0)
gramofonomanka [21.11.2007]

Komentuj (0)
sracz c.d. [23.11.2007]

Naprawdę śliczniusi kibel w pośpiesznym na trasie Wrocław - Suwałki. Nawet mydło było, co ciekawe. W ogóle nie zasrany. Ocena: 5.

Pani w pociągu. She's alive!!!
Komentuj (0)
Usarewiczowe dziwy kuchenne odc. 8 [23.11.2007]

Pierogi ze szpinakiem pod sosem pomidorowym
Po pierwsze, należy obudzić się o 10 rano w sobotę po imprezie i dojść do wniosku, że nie ma nic do żarcia. Potrzebne są do tego dwie sprawnoręki kobiety (Monika oraz Ja), jeden głodny darmozjad (Karol) oraz masa naczyń do zabrudzenia.
1) Do ciasta potrzebne jest 6 żółtek, ok. kilograma mąki i gorąca woda. Ciasto, wiadomo - wyrabiamy i wałkujemy na z lekka przybrudzonym blacie kuchennym, gdzieś między kuchenką a parapetem. Kieliszkiem do czerwonego wina wycinamy w cieście kółka.
2) Siekamy drobno cebulkę, smażymy i dorzucamy do niej kilogram szpinaku w śmietanie, ostro traktujemy pieprzem, a dla zagęszczenia tegoż farszu dodajemy zasmażkę, a kiedy farsz nieco ostygnie, dużo tartego parmezanu.
Mnie wyszło 50 pierogów na trzy osoby.
3) Kiedy ja lepię, Karol czyta gazetę, a Monia przygotowywuje sos. Sieka pomidory, czosnek, cebulę, oregano i dodaje puszeczkę koncentratu pomidorowego. Wychodzi jej oczywiście znakomity sos, sami nie wiemy jak i kiedy.
4) Pierogi gotujemy, odcedzamy i kładziemy warstwami do brytfanny przekładając je gorącym sosem. Powoli, aczkolwiek konsekwentnie pożeramy wszystkie pięćdziesiąt pierogów prosto z brytfanny, na deser popychamy to litrem lodów orzechowych z orzechami, w polewie orzechowej i piwem, po czym idziemy przespać resztę tego pochmurnego popołudnia. Brudnym naczyniom pozwalamy zaschnąć.
SMACZNEGO!

Komentuj (0)
no cóż, znowu Opole [25.11.2007]

Korytarz między salami do rysunku i malarstwa. Krzychu, Paula i Olga.


Monika.

Kuciak.

Karol.
Anna, dziewczyna z Niemiec, z wymiany międzyuczelnianej. Porozumiewamy się z nią w ogólnoeuropejskim języku angielsko-polsko-niemiecko-francuskim. Generalnie porozumienie bez barier i full-integracja. Tutaj Anna cieszy się podczas konsumpcji mojego bloku kakaowego.
Masowa posiadówa u Moniki. Tu na zdjęciu nasi ulubieńcy: żywiec porter i pilsner urquel.

Paulina.